Jednak nie zebrałam sie w sobie wcześniej by o tym napisać... Poznałam kogoś jeszcze. Osobę, która na początku bardzo mi pomogła, a nie rozmawialiśmy ze sobą i zaczeliśmy dopiero w lipcu. O oto nadszedł sierpień i całe kongo się zaczęło. Naprawdę. Myślę, że nie mam możliwości napisać tego wszystkiego, co wydarzyło się w moim najgorszym miesiącu w całym życiu. Ale znów byłam na przepaści. Uważam, że całkowicie nie mam kontroli nad uczuciami, że błądzę i nie umiem ich opanować, a moje masochistyczne zapędy krzywdziły innych bardziej niż mnie.
Opisywanie całej historii nie ma najmniejszego sensu. Ja znam cała historię i to jest dla mnie najważniejsze. I wiecie...? Zaczęło sie od czegoś zupełnie błahego, czym było RPG. To całkowicie niedorzeczne, żeby poklócić sie o grę. Jednak to RPG z TĄ osobą było moim życiem od paru miesięcy i nie wyobrażałam sobie żyć bez niego. Nie wyobrażałam sobie żyć bez niego ani dnia, ani godziny, czy minuty. Zawsze chciałam pisać, powtarzam ZAWSZE. Dosłownie. Ustalmy, kłamanie nie ma sensu. Ani wyolbrzymianie, więc gdy mówię "cały czas" mam go na myśli. Od rana do wieczora i w nocy.
Sierpień był dla mnie wyjątkowo trudny, bo miesiąc cały przebywałam poza domu w miejscu, w którym początkowo bardzo nie chciałam być, otóż w sanatorium na odchudzaniu. Nawiasem mówiąc, schudłam od maja 10kg. Ale to tylko tak informacyjnie. W tamtym miejscu... Było mi trudno, bo nie chciałam tam być i dodatkowo byłam uzależniona od pisania. Więc na telefonie. Pisałyśmy przez sms-y. Spokojnie, to szaleństwo było za darmo, nic nie zapłaciłam i Ona tez nie. Nie bijcie. Ale wiecie, nie przewidziałam jednej beznadziejnej rzeczy. Boże, jaka ty byłaś głupia, mowi mi podświadomość gdy patrzę teraz w tył. No nie przewidziałam, kurwa, że ludzie mają inne zajęcia i nie mają dla mnie czasu... To było beznadziejne. Ja czułam sie okropnie. Byłam na odwyku. Dosłownie. Bo byłam przyzwyczajona do pisania cały dzień. Od 6 do przynajmniej 22 bez przerwy. A teraz... nagle tylko chwilę, albo wcale... Było źle. Bolało i nie umiałam sobie z tym poradzić. Kompletnie. To beznadziejne. W ten właśnie sposób Ją zraniłam. Wyrzutami, histerią... Miała mnie dość, wiedziałam to. Ona to wiedziała. Ale nie chciała tego przyznać...
Ohhh... moja wypowiedź jest taka chaotyczna. Jednak piszę ja prosto z serca i na żywca i trudno... Nie napisałam o najważniejszym. W lipcu gdy wracałam z rodzicami z wakacji zajechaliśmy do Niej. Poznałysmy się naprawdę. Zrobiła mi bransoletkę! Taką śliczną z muliny z napisam "SINNLOS". Ja! - O właśnie. Zwróćcie uwagę na słowo przed myślinikiem. "JA".
Więc wróćmy do sierpnia, albo raczej przejdźmy. Historia doprowadziła do tego, ze w momencie mojej największej histerii zaczełam mówić, że się potnę, a ona... Jest taka wrażliwa i płakała... Nie umiałam potem jej uspokoić. Kochałam ją tak bardzo, ale nie umiałam tego okazać. Potrzebowałam wewnętrznej przemiany. Poprosiłam, zeby mi wypisała, jakie mam złe cechy charakteru, żeby mi wygarnęła wszystko. Nie chciała. Namawiałam ją długo, ale w końcu to zrobiła. Potem dlugo nad tym rozmyślałam. Co mi napisała? A proszę bardzo, poznajcie moją okropną stronę.
- Histeryzm,
- Egoizm,
- Egocentryzm,
- Wampiryzm psychiczny,
- Melancholizm...
- i jeszcze inne trudne słówka, których znaczenie najpierw musiałam sprawdzić w necie, żeby się odnieść. Naprawdę, kochanie, tak było!
I w między czasie poznałam Ją z Nim. I dopiero zaczął sie galimatias... Bo w sierpniu dała mi ostatnią szansę, mam nadzieje, ze ją wykorzystałam. Ale we wrześniu byłam we Włoszech i... kurwa... aż moje palce protestuja, ze są zbyt zmęczone, żeby pisac tak dużo.
Więc może zamiast całej historii przedstawie główne punkty. To, że oni się poznali miało byc w zalożeniu jednorazowe. Jednak okazałam si tak fatalną przyjaciółką, że wyszło na jaw, że oni ze sobą piszą, Ona ma mnie dość, a On mówi, że chce nas pogodzić, jednak stał po Jej stronie. Nastąpił czas wielu kłótni i pogodzeń. Oprócz mojej czerwonej do szalestwa zazdrości czułam, czułam ból, smutek, zdradę i oszukanie. Nie byłam zła na Niego. I nie byłam za to, że pisza ze sobą. No dobrze, byłam i jestem nadal. Ale tego nie powiedziałam. Byłam zła, że mnie okłamała. Bo ja nienawidze kłamstw ponad wszystko. A Ona powiedziała, ze nie piszą. I już nie chodziło o sam fakt, ze to robią, tylko o to kłamstwo.
Minęło trochę czasu a ja się staram, naprawdę. Znów bardziej powróciło to, co było na początku między nami, a ja pierwszy raz od 3 miesięcy nie mam wrażenia że Ją trace, a odzyskuję. Czy jestem na dobrej drodze? Kochanie, gdy przeczytasz, odpisz w komentarzu anonimowo, czy jak wolisz. Ja jestem szcześliwa, ze ich mam i że mnie jeszcze nie zostawili... Ona chyba nie zrobiłaby tego tak łatwo jak On. On juz raz to zrobił, ale nieważne. Szczerze, jest to jedyna osoba, która przez całe życie skrzywdziła mnie słowami tak, że plakałam. Nikt inny, lecz On. A ja... Go kocham. Czyż nie mówiła, że jestem masochistką.? Ale teraz między nami również dobrze. Jestem z siebie dumna, że już jakieś dwa tygodnie o nic się nie kłóciliśmy, a on mi nie powiedział żadnych przykrych słów.
Podsumowując, bardzo się staram, naprawdę... Bardzo się staram Was nie stracić. Kocham Was. Kocham Cię, kochanie moje...
Sinni